Olej z awokado Mohani


Dzisiaj słów kilka o oleju z awokado, który jest moim prawdziwym hitem mimo zawartości nasyconych kwasów tłuszczowych :O



Osobiście używałam tylko olejku polskiej firmy Mohani i od razu mówię, że sprawdza się świetnie, choć teoretycznie nie powinien. No cóż, tak to już jest z tymi olejami - teoria swoje, a praktyka swoje. Dlatego ważne jest, aby przetestować kilka z każdej z trzech podstawowych kategorii: z przewagą kwasów nasyconych (laurynowy, palmitynowy, stearynowy), z przewagą kwasów jednonienasyconych (omega 9) i z przewagą kwasów wielonienasyconych (omega 3 i 6). Odsyłam do bloga kosmetyczne-pokusy.blogspot.com, na którym zamieszczono świetną i bardzo czytelną listę olejów do włosów wysokoporowatych, czyli takich jak moje ;)


Zacznijmy od początku, moje włosy nienawidzą oleju kokosowego i większości odżywek z masłem shea. Dlatego zakładałam, że wszystkie wnikające oleje będą im szkodzić. W oleju z awokado jest do 20% kwasów nasyconych, czyli całkiem sporo jak na olej z przewagą kwasów omega 9. Jednak nałożony na mgiełkę z hydrolatu różanego działa u mnie świetnie :) Moje falowane, sztywne i matowe z natury włosy, których końcówki pamiętają jeszcze nieudane rozjaśnianie, stają się po nim nawet trochę błyszczące! Jak po żadnym innym oleju. Efekt jest bardzo satysfakcjonujący, chociaż nadal szukam mojego oleju nr 1.

Olej Mohani jest zapakowany w szklaną buteleczkę (od razu plus) z pipetką, ale ja przeważnie leję trochę do miseczki i moczę w tym końcówki przeczesując potem włosy szczotką wiosłową. U mnie nie sprawdza się niestety zasada "im mniej, tym więcej" :( Moje włosy piją oleje w niesamowitych ilościach i NIE DA się ich przeciążyć. Serio, próbowałam, ale nawet jeżeli nie domyję oleju po myciu OMO na odżywce z olejem i nałożeniu jeszcze odżywki z olejem po myciu, to i tak na drugi dzień wszystko wsiąka we włosy jak w gąbkę :P Jeżeli Wasze włosy są niskoporowate, nie próbujcie tego w domu, bo będziecie mnie przeklinać.

Olejku z powodzeniem używałam też do zabezpieczania końcówek zamiast silikonowego serum, był cięższy niż olejek z pestek moreli czy z malin, ale nadal dość lekki, podobny w działaniu do kameliowego, który wszyscy sobie chwalą. Trochę minus za opakowanie 100 ml :P Przy zero waste lepiej kupować większe opakowania, ale z kolei mniejsze są lepsze do testowania, kiedy nie wiadomo jeszcze, czy produkt się sprawdzi. Ot i dylemat. Ale kosmetyk, który okazał się strzałem w stopę zawsze można oddać mamie albo przyjaciółce :) I znowu nic się nie marnuje.

Samo opakowanie jest przepiękne. Etykietki Mohani cieszą oko roślinnymi motywami, dając wrażenie nienachalnego luksusu i delikatności. Są ozdobą łazienki. A po zużyciu łatwo zdejmuje się taką etykietkę i można użyć buteleczki do czegoś innego.

Olej to jeden z najbardziej wszechstronnych kosmetyków, można go używać na wiele różnych sposobów, do włosów, do ciała, do twarzy, do paznokci. Ta jedna buteleczka może zastąpić serum, krem, balsam, płyn do demakijażu, maskę i tak dalej. Zastosowań nie ma końca i jest to na pewno kosmetyk, który najlepiej ze wszystkich wpisuje się w zasady zero waste.

Olejek Mohani kosztuje ok. 17 zł. Ja go kupiłam na targach Ekocuda, ale można go też dostać w internecie.

Pozdrawiam :*

Komentarze

  1. Właśnie szukałam czegoś co pomoże moim włosom. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olej z awokado to bardzo dobry wybór, a do tego jest stosunkowo tani w porównaniu do kameliowego albo arganowego (arganowego nie polecam w przypadku włosów, które potrzebują zmiękczenia, bo usztywnia pasma). Teraz testuję olej z krokosza barwierskiego. W razie pytań służę pomocą :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty